CHLEB POD PODUSZKĄ

 

z Barbarą Kaczanowicz żoną żołnierza II wojny światowej rozmawia Weronika Kołodziejska

 

Była Pani w dniu wybuchu wojny małym dzieckiem. Proszę powiedzieć jak pamięta Pani tamte dni oczami małej dziewczynki, czy też wspomnienia to splot opowieści osób wtedy dorosłych, najbliższych?

Gdy wybuchła wojna miałam dwa lata, więc samego wybuchu wojny nie pamiętam. Większość wspomnień to splot opowieści mojego męża.

Wraz z rodzicami mieszkałam wtedy w Wilnie. Sprawowali tam władzę Litwini, którzy nie lubili się z Polakami.

Pamiętam jak wraz z bratem śpiewałam piosenkę antylitewską. Usłyszawszy to policjant złapał nas i stukając wzajemnie naszymi głowami zaprowadził nas do ojca, który w związku z tym miał spore problemy. Z wojny jako dziecko pamiętam mój strach bombardowania. Do tej pory pamiętam mój strach o mojego starszego brata, który podczas bombardowań wychodził ze schronu i przyglądał się spadającym bombom. Wyczuwałam także strach moich rodziców, przez długi czas jąkałam się.

Kilkakrotnie podczas bombardowań mama wyprowadzała nas za Wilno, gdzie na górze znajdowała się stodoła. Pamiętam z tamtego miejsca widok łuny ognia płonącego Wilna. Gdy miałam pięć lat wraz z trzyletnim bratem zachorowaliśmy  na dyfteryt. Do wyzdrowienia potrzebna była surowica, którą mieli Niemcy. Dla chorych polskich dzieci ta choroba zazwyczaj kończyła się śmiercią. Przestałam wtedy chodzić, przez dwa lata poruszałam się na czworaka. W tym czasie do mojego wujka, który był krawcem przychodził oficer niemiecki z gestapo, by szyć u niego mundur. Oficerowi tak bardzo spodobał się uszyty mundur, że zapytał wujka , co chciałby za to uszycie. Wujek poprosił wtedy o surowicę dla nas i dla szpitala. Po kilku dniach pod szpital przyjechała ciężarówka przywożąc nie tylko surowicę, ale także cytrusy i czekoladę. W ten sposób dzięki mojemu wujkowi gestapowiec uratował nam życie.

Wszystkie te obrazy często powracają w moich snach.

Na pewno Pani mąż opowiadał często o początkach wojny i jego w niej udziale. Proszę opowiedzieć, jak Pani mąż zapamiętał pierwsze dni wybuchu wojny?

Gdy wybuchła wojna mój mąż był rezerwistą. Służbę zakończył w 1936 roku.

W 1935 roku uczestniczył w honorowej eskorcie przy trumnie Józefa Piłsudskiego w Krakowie. Dwudziestego trzeciego sierpnia 1939 roku nastąpiła mobilizacja i mój mąż stacjonował w koszarach przy Kopcu Kościuszki.

Pierwszego września dowództwo widząc nisko nadlatujące samoloty wysłało mojego męża , jako kierowcę motocykla wraz z porucznikiem na patrol do miasta.

W drodze powrotnej porucznik trafiony w głowę zginął. Mój mąż wziął wtedy  przestrzelony beret porucznika i nosił go przez całą wojnę aż do obozu. Beret ten służył mu jako szczęśliwy talizman. W całym okresie wojny mój mąż nie odniósł żadnych poważniejszych ran, miał jedynie przestrzelony kciuk.

Trzeciego września pociągami zostali przewiezieni do obrony Warszawy. Pod koniec września po kapitulacji Warszawy przerzucono męża do Brześcia. Do obrony Brześcia, jako granicznego miasta przywieziono harcerzy. Harcerzy tych miano przewieźć następnie w inne miejsce. Gdy kilkuset młodych ludzi a właściwie dzieci znajdowało się na dworcu rozpoczęło się bombardowanie. Tadeusz często wspominał o tej masakrze. Dworzec prawie przestał istnieć i większa część harcerzy zginęła.

Mąż nie mógł zapomnieć widoku porozrywanych ciał tych młodych ludzi.

Czy opowiedziałaby Pani o swoim pierwszym spotkaniu z przyszłym mężem?

Już po wojnie , po studiach pracowałam w Przedsiębiorstwie Gospodarki Wodnej w Gdańsku, które współpracowało z Przedsiębiorstwem Gospodarki Mieszkaniowej, gdzie pracował Tadeusz, gdzie i ja później się przeniosłam. Tadeusz był już rozwiedziony ze swoją pierwszą żoną, ja też już pierwsze małżeństwo miałam za sobą. Między nami była dość spora różnica wieku – dwadzieścia trzy lata. Jednak doskonale się rozumieliśmy. Myśląc i mówiąc o mężu mam na myśli tylko drugiego męża – Tadeusza.

Pani mąż został powołany do czynnej służby wojskowej. Proszę opowiedzieć jak przebiegała droga wojskowa Pani męża?

Jak już wcześniej wspominałam w dniu rozpoczęcia II wojny światowej mąż został zmobilizowany, jako rezerwista w Krakowie.. Potem obrona Warszawy, Brześcia oraz Lwowa. Niewola u Rosjan, ucieczka z niej i powrót do Krakowa. Po powrocie do Krakowa mąż wstąpił do Związku Walki Zbrojnej, którą później przemianowano na Armię Krajową. Nie mogąc zostać w Krakowie, ani w Bochni wyjeżdża do Kielc.

Zatrudnia się w hotelu Bristol, gdzie poznaje swoją pierwszą żonę. Pracując jako kelner i znając dobrze język niemiecki otrzymuje zadanie podsłuchiwania Niemców i przekazywanie tych informacji. W tym czasie nie było możliwe korzystanie z telefonów, dlatego mąż informacje te przekazywał osobiście jeżdżąc do Krakowa i Przemyśla. Zmuszony do ukrywania się przed Niemcami przechodzi do partyzantki w lesie, gdzie bezpośrednio uczestniczy w akcjach wojskowych. Informacje zdobywane przez męża okazały się jednak bardziej potrzebne, dlatego wraca on do pracy.

W 1941 roku Armia Krajowa wiedziała o napaści Niemców na Związek Radziecki. Plany napaści przekazano Rosjanom, ale Stalin nie uwierzył w te wiadomości. Siatka konspiracyjna składała się z grup. Osoba z jednej grupy znała tylko jedną osobę z drugiej grupy. Tak, ze „wsypanie” było prawie niemożliwe. Jednak w  lutym 1944 r. prawdopodobnie po „wsypie” Tadeusz zostaje aresztowany i trafia do więzienia na ul. Montelupich w Krakowie. Był tam brutalnie przesłuchiwany. Był wieszany na hakach; blizny na nogach zostały mu do końca życia. Mąż został osadzony w celi śmierci. Życie uratował mu pewien Austriak, który podczas wywozu innych więźniów do obozu wyciągnął Tadeusza z celi śmierci i wepchnął do szeregu więźniów wywożonych. Kilka miesięcy spędził w obozie Płaszów pod Krakowem, następnie przewieziono go do obozu Gross – Rosen. Przebywał tam do stycznia 1945 roku.

Gdy zaczęło się „wyzwalanie” ziem polskich przez wojska radzieckie więźniów z tego obozu przeprowadzono do Mauthausen. Sposób przemarszu nazywano „marszem śmierci”. Wyruszyło kilkaset tysięcy więźniów a dotarło tylko kilkuset. Większość więźniów podczas kilkuset kilometrowego marszu zmarło z głodu, zimna, wycieńczenia W końcu dotarli do węzła kolejowego w Amstetten. Mąż trafił kolejno najpierw do Mauthausen, a później do Bergen – Belsen, gdzie pracował w kamieniołomach. Obóz ten został omyłkowo szybciej wyzwolony tak, że pilnujący esesmani nie zdążyli ani wystrzelać więźniów ani sami uciec. Więźniowie wyłapali esesmanów i zaczęli traktować ich w taki sposób, w jaki oni traktowali więźniów.. Po wyzwoleniu obozu dużo więźniów zginęło z przejedzenia. Moj mąż zorganizował wtedy grupę, która ugotowawszy sobie kaszę pilnowała się wzajemnie, aby każdy mógł zjeść co pół godziny tylko małą łyżeczkę tej kaszy. Tadeusz przez dwadzieścia lat idąc spać kładł pod poduszkę kawałek chleba. W nocy budził się często, wkładał wtedy rękę pod poduszkę sprawdzając, czy nadal jest tam chleb. Po upewnieniu się , że kawałek pieczywa znajduje się na swoim miejscu ponownie zasypiał.. Mąż również w innych częściach mieszkania składował zapasy żywności.

Po rozkazie kapitulacji wojsk polskich Pani mąż często musiał uciekać z jednej do drugiej miejscowości. Proszę opowiedzieć nam, w jaki sposób radził sobie w tych sytuacjach?

Po wojnie w Polsce dla wszystkich, którzy walczyli w różnych organizacjach, a ujawnią się ogłoszono amnestię. Mój mąż uważał , że skoro koniec wojny zastał go w obozie nie musi się ujawniać. Jednak po pewnym czasie zaczęły się aresztowania jego i przesłuchiwania.. Najpierw w Krakowie, później w Kielcach. Po tym wszystkim Tadeusz postanawia przeprowadzić się do Gdańska. Znalazł pracę w Porcie Gdańskim i zamieszkał na Orunii, jednej z dzielnic Gdańska.

Jednak i tu nie dano mu spokoju zabierając w środku nocy na przesłuchiwania. Gdy zaczął pracować w Urzędzie Miejskim załatwił mieszkanie jednemu z oficerów UB [Urząd Bezpieczeństwa]. Gdy kolejny raz aresztowano męża i zawieziono go na ul. Okopową [siedziba UB] prowadząc go korytarzem spotkali tegoż oficera. Oficer poznał męża i od tej pory zaprzestano aresztowań. Mój mąż po wojnie przez Czerwony Krzyż poszukiwa Austriaka, który wyciągnął go z celi śmierci. Niestety nie udało się go odszukać. Jako ciekawostkę pokażę jeszcze oryginalny Ausweis mojego męża wraz z jego odciskiem palca.

Proszę opowiedzieć nam historię Pani męża z grudnia 1940 roku i przeprawy przez San.

Siedemnastego września we Lwowie mąż trafił do rosyjskiej niewoli. Jako jeńcy ze Lwowa przemaszerowali pod Kijów. Z tamtego miejsca zaczęto rozwozić więźniów transportami w niewiadome miejsca. Prawdopodobnie były to transporty do Katynia i Starobielska. Mąż miał na ramieniu ukryty zegarek. Poprosił rosyjskiego oficera, aby za ten zegarek mógł udać się „na stronę” [za potrzebą] bez obstawy żołnierza.

Wiadomo było, że będzie chciał spróbować ucieczki. Oficer zgodził się i Tadeusz wraz z dwoma kolegami oddalił się. Był to styczeń 1941 roku, był bardzo silny mróz. Gdy dotarli do Sanu na rzece pływała kra. Cała trójka wskoczyła na krę by odpłynąć. Z obu stron rzeki zaczęto do nich strzelać. Z jednej strony strzelali Rosjanie a z drugiej Niemcy. Jeden z kolegów niestety został trafiony i zginął, oni ukryli się pod krą i tak płynęli dalej. Po pewnym czasie postanowili wyjść z wody. Mąż opowiadał że ich ubrania od mrozu stały się twarde jak pancerz. Temperatura sięgała -40 stopni. Zauważywszy w pewnej odległości stodołę postanowili się tam ukryć. Obok był zajazd, którego właścicielka w stodole trzymała materace. Właścicielka zauważywszy zbiegów przyniosła im wiadro z kawą oraz litr wódki. Po wypiciu tego i przykryciu się materacami obaj zasnęli. Następnego dnia nie mieli nawet kataru.

Na Lwowskim kościele znajdowała się lista zabitych pod Lwowem żołnierzy, na której po ucieczce znalazło się także nazwisko mojego męża. Ta wiadomość dotarła do jego matki, jednak ona nie uwierzyła w jego śmierć.

 

 

  WSTECZ