Wronkowska Irena "Pestka"  -  WSPOMNIENIE Z WIGILII 1944 R

 

Na spotkaniu opłatkowym członków ŚZŻAK Koło Gdańsk przekazałam fragment moich wspomnień z Wigilii 1944 r, którą przeżyłam w białostockim więzieniu.

Miałam wówczas 18 lat i od dwóch lat byłam łączniczką Armii Krajowej. Mimo upływu wielu lat od tamtego wydarzenia dzień ten zachował mi się głęboko w pamięci.

Duża sala w podziemiach części budynku więzienia nadzorowanych wyłącznie przez oddziały NKWD.

W bardzo natłoczonej sali (około 70 kobiet) głównie członkinie Armii Krajowej, ale również duża grupa prostytutek z zarzutami współpracy z Niemcami.

Wspólnie postanowiłyśmy otrzymane porcje chleba przetrzymać do wieczora, by podzielić się nim zamiast opłatkiem. Każda z nas na swój sposób przeżywa ten niezwykły dzień, tak bardzo różniący się od nastroju, jaki zazwyczaj panuje w domach rodzinnych.

Jest po prostu bardzo smutno i ciężko na sercu, ale ta okrutna sytuacja sprawia, że w ten wyjątkowy wieczór otaczające mnie nieznane dotąd kobiety stają mi się bardzo bliskie.

Pod wieczór oddalonych cel słychać dolatujący śpiew kolęd. My zaczynamy również śpiewać ale przerywa nam łomotanie do okna przez które widać tylko buty "wachciora" i jego krzyk "zamałczycie".

Sciszonym głosem śpiewamy dalej.

W otwartych drzwiach celi stoi jakiś oficer enkawudzista i na łomotania do okna - spokojnym głosem mówi "niczewo żeńszczyny pradałżajtie".

Odczułam wtedy po raz pierwszy, że w czas tej świętej, ale jakże smutnej wieczerzy stał cicho obok nas człowiek we wrogim mundurze, który z jakiegoś powodu wsłuchuje się w nastrój tego wieczoru.

O czym myśli ?

Czy za kimś tęskni, czy może w duszy nam współczuje ?

 

 

ę



 

 

  WSTECZ